Blog

  • FunTab 10.1, czyli jak źle nazwać tablet

    FunTab 10.1, czyli jak źle nazwać tablet

    Dzisiaj będzie o czymś z najnowszej historii nazewnictwa tabletów. Jak wiemy, tablety pochodzące od dystrybutorów polskich, jak i tych prosto z Chin, przybierają przeróżne nazwy / marki. Wymieńmy takie jak: Yarvik, Kiano, NTT, Vido, Ainol, Modecom i wiele, wiele innych.
    Poszczególne marki nadają też przeróżne nazwy poszczególnym modelom lub seriom tabletów. Wymieńmy kilka: Yarvik Xenta, Modecom FreeTab, Ainol Novo Aurora, czy Kiano Fly. I tutaj wszystko jest w porządku, bo nazwa jest nazwą i nikt do wyobraźni autora nic mieć nie może. Natomiast problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy do gry wchodzi, powiedzmy, numeracja. I o tym własnie jest ten krótki artykuł.

    Tablet Orange FunTab 10.1

    Chcieliśmy się skupić na jakże nieszczęśliwie nadanej nazwie „z numerkiem” dla tabletu wypuszczonego przez sieć komórkową Orange. Gwoli informacji – Operator PTK Centertel, czyli Orange nie tak dawno temu przedstawił swoim klientom nową promocję, gdzie przy wyborze stosownego abonamentu na Neostradę dostajemy w pakiecie tablet o wdzięcznej nazwie FunTab. I tutaj mamy / mieliśmy (czas tak szybko biegnie) dwa urządzenia. Pierwsze o rozmiarze matrycy 7 cali, czyli FunTab 7.0, i drugi o rozmiarze matrycy… No właśnie, ile może mieć tablet kryjący się pod nazwą Funtab 10.1…? Czy ktoś nawet dobrze orientujący się w tej dziedzinie jest w stanie to rozszyfrować?

    Pierwsze wrażenie mylne

    Oczywiście pierwsze, co przychodzi do głowy (a jakże by inaczej) to to, że tablet ma ekran wielkości 10,1 cala. Bardzo popularny rozmiar. W zasadzie można powiedzieć, że około ⅓ tabletów na rynku ma tę wielkość. I skoro producent (Orange) nadał temu tabletowi nazwę FunTab 10.1, to raczej ani chybi – musi to być jego nazwa plus jego rozmiar. O ironio! Jakież jest rozczarowanie, kiedy po uważnym przejrzeniu specyfikacji technicznej dowiadujemy się, że tablet ma rozmiar nie 10,1 cala, ale 9,7 cala… No więc dlaczego jego nazwa wprowadza nas w błąd?

    Dzwoni facet do sklepu…

    Sytuacja wzięta z życia sprzedaży internetowej w Polsce. Otóż dzwoni facet / potencjalny klient do sklepu internetowego i mówi, że chciałby kupić etui na tablet o rozmiarze 10.1 cala. Bo właśnie wybrał pakiet z Neostradą na kolejne dwa lata i będzie się niedługo cieszył tabletem 10,1-calowym (FunTab 10.1). Sprzedawca kontent, że wpadło mu kolejne zamówienie zapewnia, że po zaksięgowaniu wpłaty zamówione etui nazajutrz zostanie do klienta wysłane. Jednak doświadczony sprzedawca internetowy postanawia sprawdzić – tak dla własnej wiedzy- jak wygląda specyfikacja tego urządzenia. I jakież jest jego zdziwienie, kiedy dowiaduje się, iż wcale nie jest rozmiaru 10.1 cali, tylko 9,7 cala. No to po co producent dał w nazwie „10.1″, skoro rozmiar jest inny? Przecież jest to informacja niesłychanie myląca i dezorientująca potencjalnego nabywcę. Sprzedawca dzwoni więc do swojego klienta i powiadamia go, że etui, które jutro wyśle będzie miało nieco inny rozmiar od pierwotnie zamówionego. Uff, dobrze, że się w porę zorientował…

    (Bez)sens nazewnictwa

    Jest wiele nazw tabletów, np. Modecom FreeTab 9704, czy też Pentagram Quadra 9,7, które swoimi nazwami mogą i będą się kojarzyć z rozmiarem 9,7 cala. I czy firma Orange nie mogła choć trochę przemyśleć swojej decyzji, co do nazwy tabletu, i dać mu np. miano FunTab 9,7 IPS, czy jakiejkolwiek innej, która nie wprowadza w błąd? Oczywiście, że mogła. Przecież pierwszy wypuszczony w tej promocji model tabletu siedmiocalowego dostał nazwę FunTab 7.0.

    I tyle to by było na dzisiaj, jeśli chodzi o generowanie zupełnie niepotrzebnego zamieszania, bo komuś nie chciało się trochę pomyśleć… Co gorsza, Orange dalej tkwi przy tej nieszczęsnej nazwie… choć obecnie na ich stronie widnieje nazwa FunTab 10.01 – czyżby dodatkowe zero miało robić jakąś różnicę?

  • 10 cali, a może raczej 9,7 lub 10,1? Ależ zamieszanie!

    10 cali, a może raczej 9,7 lub 10,1? Ależ zamieszanie!

    Co tu dużo mówić: niektórzy producenci po prostu namieszali. Mało tego: dalej mieszają! O co chodzi? O wielkość matryc w tabletach. Już mówię, o co dokładnie chodzi w tym całym zamieszaniu.

    Tak się złożyło, że popularność zdobyły tablety około 10-calowe. Nie ma w tym niczego dziwnego: taki tablet jest z jednej strony wygodny w użytkowaniu (spora wielkość matrycy), a z drugiej strony wciąż jest bardzo poręczny.

    Przyjęło się mówić „10 cali”…

    Mamy na rynku dwa rodzaje proporcji ekranu: klasyczne 4:3 oraz matryce panoramiczne. Panorama ma proporcje 16:10 (tak jest obecnie w tabletach, bo telewizory mają z reguły 16:9, a laptopy także 16:9, lub rzadziej – 16:10).

    Przyjęło się określać mianem tabletu 10-calowego urządzenie, które… ma co prawda około 10 cali (wielkość matrycy), ale nie dokładnie tyle. Co gorsza, mieszają się użytkownikom matryce panoramiczne i „tradycyjne” (czyli 4:3). Skąd to zamieszanie? Głównie z powodu chybionych nazw handlowych tabletów, jakie stosują niektórzy producenci.

    Matryce o proporcjach 4:3 mają wielkość 9,7 cala. Mówimy oczywiście o tabletach tzw. „10-calowych”. Natomiast matryce panoramiczne (16:10) mają rozmiar 10,1 cala. I one także obiegowo nazywane są 10-calowymi! Zwróć także uwagę na 3 dodatkowe aspekty:

    1. Matrycy 10,1 bliżej jest do 10 cali, ponieważ różnica wynosi jedynie 0,1 cala. Natomiast matryca 9,7 różni się od 10 o 0,3 cala.
    2. Matryca 10,1 ma w nazwie… 10. A zatem bardziej kojarzy się z tabletem „10-calowym”, niż ta o rozmiarze 9,7.
    3. Na domiar złego, obecnie na rynku mamy więcej tabletów 9,7 niż 10,1 cala.

    Gdyby te matryce miały te same proporcje (4:3 albo 16:10), wtedy nie byłoby większego problemu. Dlaczego? Ponieważ dzieliłoby je jedynie 0,4 cala różnicy, czyli około 1 cm przekątnej ekranu. Wtedy większość pokrowców uniwersalnych lub folii pasowałaby do obydwu rodzajów tabletów. Tak jednak nie jest, ponieważ matryca 9,7 jest bardziej „kwadratowa”, a 10,1 – bardziej „prostokątna”, podłużna. W praktyce nie ma takiej możliwości, aby tablet 9,7 cala pasował do pokrowca na tablet 10,1. Oczywiście w drugą stronę też to nie zadziała. Tablet 10,1 jest szerszy od 9,7, a równocześnie jest sporo niższy od niego. Zatem ich kształty są bardzo różne – a jednak wielu userów słysząc hasło „tablet 10-calowy” nie wie, o który chodzi (4:3 czy 16:10).

    Może jakoś by to było, gdyby nie producenci, którzy zamiast konsekwentnie porządkować nazewnictwo poszczególnych modeli, wolą… mieszać. Podam Ci 2 przykłady:

    • Tablet Kiano Pro 10 Dual – w nazwie mamy „10″, a tablet jest 9,7-calowy.
    • Tablet myTab 10 – tutaj jest podobnie: 9,7 cala w rzeczywistości, a 10 w nazwie.
    10-1 kontra 9-7
    10,1 kontra 9,7 – które proporcje są lepsze? Które wybrać?

    Co można poradzić na tę kłopotliwą sytuację? Producenci powinni bardziej jednoznacznie nazywać swoje produkty. Są tutaj 3 możliwe opcje:

    1. Można dawać w nazwie oznaczenie matrycy, czyli zamiast okrągłe „10″, dawać 9,7 lub 10,1; przykład: Kiano Pro 9,7 Dual. Taki manewr byłby pożądany i zalecany.
    2. Można dodać do nazwy, że jest to matryca panoramiczna; przykład: Kiano Core 10,1 wide Dual 3G. Od razu widać, że producenci raczej nie zdecydują się na takie podejście. Dlaczego? Widzę 3 przyczyny. Po pierwsze, komplikuje to i wydłuża nazwę handlową. Po drugie, nie do końca wiadomo, jakie określenie nadać tabletom z panoramicznym ekranem („wide” od „szeroki, „panorama”, a może samo „pan”? nie bardzo). Po trzecie, panorama panoramą, ale jak określać proporcje 4:3?
      Jest tutaj jedno możliwe rozwiązanie, które ułatwiłoby nam życie: stosowanie w nazwach tabletów po prostu liczbowego określenia proporcji matrycy; przykład: Kiano Pro 9,7 4:3 Dual lub Kiano Core 10,1 16:10 Dual 3G. Jak widzisz, taki manewr wydłuża nazwę i nieco ją komplikuje. Czyli uzyskujemy precyzję informacyjną odnośnie wielkości i proporcji matrycy, ale nazwa handlowa – z marketingowego punktu widzenia – nie wygląda już tak dobrze. Zatem producenci raczej nie pójdą tą drogą.
    3. I w końcu można dawać w nazwie produktu rozdzielczość matrycy; przykład: Kiano Pro 9,7 1024×768 Dual. Czy wyobrażasz sobie takie nazwy tabletów? Ja też nie.

    A teraz zobacz, jak wyglądałaby nazwa tabletu, która byłaby bogata w informacje odnośnie matrycy, ale słaba marketingowo: Kiano Pro 9,7 4:3 1024×768 Dual. Zauważ, że mówimy cały czas o matrycy. A co z procesorem? A co z pamięcią operacyjną? A co z pamięcią Flash? Na szczęście Wi-Fi i Bluetooth jest już w większości urządzeń w standardzie.

    Wydaje się, że wyjście z tej sytuacji jest jedno: stosowanie przez producentów w nazwach tabletów precyzyjnego rozmiaru matrycy. Czyli zamiast schematu „Marka Linia Nazwa 10″, mielibyśmy ”Marka Linia Nazwa 9.7″ lub ”Marka Linia Nazwa 10.1″. Nie będzie to rozwiązanie idealne, ale i tak o niebo lepsze, niż stosowane często obecnie okrągłe „10″, które często nas myli. I kupujemy do tabletu 9,7-calowego pokrowiec do tabletu 10,1, bo w końcu to przecież… 10 cali.

  • Wielkości i rozdzielczości matryc stosowanych w tabletach

    Wielkości i rozdzielczości matryc stosowanych w tabletach

    Tablety internetowe mają różne wielkości matrycy. Tradycyjnie podaje się tę wielkość, jako przekątną ekranu w calach. Mamy także 2 rodzaje proporcji ekranu w tabletach: 4:3 (powiedzmy, że klasyczne) oraz 16:10 lub 16:9 (tzw. panoramiczne). Poniżej na zdjęciu pokazałem wygląd matrycy tabletu 9,7-calowego o proporcjach ekranu 4:3.

    tablet 9,7 cala
    tablet 9,7 cala

    Proporcje ekranu to stosunek długości boków do siebie. Zatem 4:3 oznacza, że na 4 jednostki długości dłuższego boku przypadają 3 jednostki krótszego boku. Analogicznie jest w przypadku matryc panoramicznych.

    Matryce tabletów mają różną rozdzielczość. Zawsze interesuje nas tzw. natywna rozdzielczość matrycy, czyli faktyczna (fizyczna) ilość pikseli, które się w niej znajdują. To, że tablet jest w stanie wyświetlać obraz full HD (czyli 1920 x 1080 px) na ekranie telewizora czy monitora (przez wyjście HDMI) nie ma nic wspólnego z rozdzielczością matrycy tabletu – warto to podkreślić, dla osób mniej wtajemniczonych w sprawy techniczne.

    Typowe rozdzielczości matryc w tabletach

    Typowe rozdzielczości matryc tabletów to:

    • 800 x 480 px przy proporcjach 16:10.
      Taka rozdzielczość stosowana jest często w tabletach 7-calowych, a sporadycznie w większych. Jest to zbyt mała rozdzielczość do wygodnej pracy. Większość serwisów internetowych została zaprojektowana pod rozdzielczość poziomą (czyli po dłuższym boku) minimum 1024 px – dlatego na takiej matrycy strony internetowe muszą być degradowane (jeśli chodzi o rozdzielczość) lub pojawia się poziomy pasek przewijania. Tak czy inaczej – nie jest to dobre rozwiązanie.
    • 800 x 600 px z proporcjami 4:3.
      Podobnie, jak wyżej. Nie kupuj tabletu z tak niską rozdzielczością.
    • 1024 x 600 px z panoramą.
      Ta rozdzielczość niezwykle często była i jest stosowana w netbookach. W tabletach zdarza się sporadycznie. Dla tabletu 7-calowego taka rozdzielczość jest w porządku.
    • 1024 x 768 px i proporcje 4:3.
      Chyba najczęściej na tę chwilę stosowana rozdzielczość matrycy. W tablecie o przekątnej 7 cali wygląda to świetnie. Natomiast w matrycach 9,7-calowych – różnie z tym bywa. Jeśli mamy do czynienia z matrycą typu IPS, wtedy taka rozdzielczość wygląda całkiem dobrze, choć znajdą się osoby, które będą oczekiwały większej szczegółowości obrazu. Natomiast przy zwykłej matrycy (nie IPS), taka rozdzielczość na tablecie 9,7-calowym nie wygląda optymalnie. Masz do dyspozycji 1024 x 768 = poniżej 800.000 pikseli.
    • 1280 x 800 px dla panoramy 16:10.
      Bardzo popularna rozdzielczość. Uważam, że będzie za chwilę dominowała na rynku (a później dominacja przejdzie na jeszcze wyższe rozdzielczości). Tutaj mamy 1280 x 800 = nieco ponad milion pikseli (dokładnie 1024000). Jak widać, różnica między 1024×768 a 1280×800 jest znacząca. Matryca ma przekątną 10,1 cala, choć taką rozdzielczość spotyka się także w tabletach 7-calowych.
      Oglądanie filmów na takiej matrycy to czysta przyjemność.
    • 1920 x 1080 px (16:9) lub 1920 x 1200 px (16:10) – czyli full HD, lub nawet nieco więcej.
      Takie matryce spopularyzują się w 2013 roku. Najpewniej będą montowane niemal wyłącznie w tabletach 10,1-calowych. Taka rozdzielczość gwarantuje świetną jakość obrazu.
    • 2048 x 1536 px, czyli tzw. wyświetlacz Retina, który zaczął swoją karierę od iPada 3 (proporcje 4:3).
      W tablecie 10-calowym taka rozdzielczość matrycy wręcz zachwyca. Warto zwrócić uwagę, że taka rozdzielczość wymaga zastosowania wydajnego procesora i układu graficznego. W 2013 roku pojawią się na rynku tablety z tą rozdzielczością (poza Apple). Będą to głównie jednostki 4-rdzeniowe.
    • 2560 x 1600 px (proporcje 16:10).
      Nexus 10 pokonał Retinę i osiągnął gęstość niemal 300 punktów na cal upakowania pikseli (dokładnie 299 ppi). Ciężko jednoznacznie ocenić, czy dalsze zwiększanie rozdzielczości ma sens. Zwolennicy wysokich rozdzielczości powiedzą, że w niektórych sytuacjach taka rozdzielczość pomaga (czcionki są wyrazistsze). Przeciwnicy powiedzą, że ludzki wzrok i tak niemal nie rozróżnia różnicy w obrazie przy tak dużych rozdzielczościach i już 1280 na 800 px jest optymalne. Przypomnieć należy, że im większa rozdzielczość, tym większe obciążenie dla jednostki obliczeniowej w tablecie.

    Bez względu na to, co możemy uważać na temat rozdzielczości matryc, to i tak będą one rosły. Bo w czym producenci mają się przeganiać? Mają do dyspozycji następujące wabiki na klienta:

    • coraz więcej rdzeni procesora,
    • coraz więcej pamięci operacyjnej (RAM),
    • coraz więcej pamięci Flash,
    • no i właśnie rozdzielczość matrycy.

    Pozostałe elementy albo już są dopracowane, albo niebawem staną się standardem i nie będzie się można nimi wyróżniać. Mam na myśli tutaj:

    • moduł GPS (niebawem będzie standardem),
    • wbudowany modem 3G (jak wyżej),
    • Bluetooth (już jest standardem),
    • matryca IPS (już standard),
    • powłoka Gorilla Glass (niebawem będzie standardem),
    • 2-letnia gwarancja door-to-door (najpewniej stanie się standardem),
    • port mini lub micro HDMI (już standard),
    • przynajmniej jeden port mini lub micro USB (standard),
    • slot na kartę micro SD (standard).

    Jak widać, rozdzielczość matrycy jest jednym z 4 podstawowych elementów, który można zwiększać i się nim chwalić marketingowo. Zatem bez wątpienia producenci będą szli w tym kierunku.

    Moim zdaniem, matryca 10,1 cala z rozdzielczością 1280 na 800 px dla zdecydowanej większości użytkowników jest i będzie optymalna.

  • Czy opłaca się kupić tablet?

    Czy opłaca się kupić tablet?

    Czy warto kupić tablet?

    Odpowiedź krótka i w jednym zdaniu brzmi: w mojej, i nie tylko, opinii – tak, opłaca się kupić tablet. Jednak decyzję o zakupie każdy musi podjąć indywidualnie. W niniejszym artykule przedstawię 10 najważniejszych – naszym zdaniem – punktów, dla których tablet warto mieć. Zatem do rzeczy.

    #1 Coraz przystępniejsze ceny

    Jeszcze nie tak dawno temu gadżet zwany tabletem był drogi. Za drogi na kieszeń wielu użytkowników elektroniki. Trzeba było wydać ponad 2000 złotych, aby zaopatrzyć się w to cacko. Jednak rynek się przeobraził w kierunku również tańszych urządzeń, kosztujących po kilkaset złotych. Na dzień dzisiejszy, do tysiąca złotych możemy kupić tablet o bardzo dobrych parametrach (nieustępujący najlepszym markom) i doskonałym ekranie pojemnościowym. Oczywiście zanim zdecydujemy się na zakup, trzeba trochę poczytać w internecie opinii na temat danego producenta.

    #2 Świetny ekran dotykowy – pojemnościowy

    Czasy, kiedy wyszły pierwsze tablety z ekranami rezystancyjnymi, bezpowrotnie minęły (na szczęście!). Dzisiaj króluje ekran pojemnościowy z multi-dotykiem. Zazwyczaj jest to dotyk 10-punktowy. Nowoczesne wyświetlacze w tabletach oferują doskonałe odwzorowanie kolorów, a także dobrą rozdzielczość, np. 1024 x 768 pikseli (lub więcej). Obecnie bardzo wiele urządzeń, jak chociażby tablet Kiano model Pro 10 Dual, Yarvik, Lenovo Think Pad, GoClever, czy Overmax oferują matryce w technologii IPS. Zapewnia ona, oprócz wspaniałych kolorów, także doskonałe kąty widzenia.

    #3 Przeglądanie Internetu

    W tym zakresie tablet okazuje się urządzeniem doskonałym. Jak to ktoś powiedział – tablet jest rewelacyjny do “konsumowania treści”. Dlatego też surfowanie po Sieci okaże się prawdziwą przyjemnością. Procesory, w które wyposażone są tablety (2-rdzeniowe, a nawet 4-rdzeniowe) zapewniają bardzo dobrą wydajność systemu. Z reguły bez zarzutu działa też połączenie z Internetem. Standard to łączność bezprzewodowa Wi-Fi, lub też poprzez dołączany modem 3G. Niektóre modele mają wbudowany modem 3G, co zapewnia jeszcze większą wygodę w korzystaniu z zasobów Internetu.

    #4 Oglądanie filmów

    Odtwarzanie filmów na tablecie jest bardzo komfortowe. Szczególnie wtedy, jeśli ktoś ma do dyspozycji tablet 10-calowy. Wielu użytkowników podaje nawet, iż częściej już teraz włącza filmy na tablecie, aniżeli na laptopie. Tablet wygodniej można przemieścić w każdy zakątek domu, a także poza. Zwolennicy kinematografii mogą umilić sobie długą podróż autem oglądając filmy na tablecie przytwierdzonym do zagłówka siedzenia.

    #5 Zabawa grami

    Miłośnicy gier będą mieli nie lada uciechę dysponując tabletem. Po pierwsze dlatego, iż zabawa grami z poziomu pojemnościowego ekranu dotykowego jest bardzo łatwa i przyjemna.
    Po drugie – zarówno w systemie operacyjnym iOS , jak i Androidzie – mamy do dyspozycji wirtualne markety, które oferują dziesiątki tysięcy gier. Zarówno płatnych, jak i bardzo wartościowych gier darmowych.

    #6 Odbieranie i wysyłanie poczty

    Obsługa poczty to czynność bardzo intuicyjna. W zasadzie niczym się ona nie różni od przeglądania maili na laptopie. Mniejszy ekran w tym nie przeszkadza. Edycja wiadomości i ich wysyłanie jest bardzo wygodne. Dla użytkowników tabletów z Androidem – dodatkowo dobra wiadomość – bo system operacyjny wspiera pocztę Google, czyli popularny “gmail”.

    #7 Sporo miejsca na dane

    Obecnie standardem jest już powierzchnia dyskowa pamięci wewnętrznej tabletu rzędu 8 GB.
    Dodatkowo w zasadzie każdy tablet oferuje slot na kartę micro SD. Przez co zwiększamy powierzchnię do zapisu danych od 2, 4, 6, 16, 32, do nawet 64 GB. W zależności jaką kartą dysponujemy i jaką maksymalną wielkość karty obsługuje nasz tablet.

    #8 Mobilność tabletu

    Mobilność tego urządzenia to niewątpliwie jedna z jego kluczowych zalet. Już nie musimy taszczyć laptopa, który często waży nawet 3-4 kg. Teraz możemy zabrać ze sobą tablet, którego waga to kilkaset gram. Osoby, które zdecydują się na zakup tabletu o przekątnej wyświetlacza 7 cali, będą mogły go włożyć nawet do kieszeni kurtki czy marynarki (no, w sumie ta kieszeń musi być spora).

    #9 Dobra bateria

    Tablety dysponują bardzo wydajnymi akumulatorami. Oczywiście nie wszystkie, i tutaj też trzeba uważnie przejrzeć specyfikację techniczną. Jednak najlepsze urządzenia pod tym względem mogą się pochwalić pojemnością baterii nawet 8000 mAh. W praktyce przekłada się to na przynajmniej 7-8 godzin intensywnej eksploatacji urządzenia bez konieczności podłączania ładowarki.

    #10 Szybki start systemu

    Wielu użytkowników wręcz zachwyca się tym, jak szybko działa system operacyjny w tabletach. Chodzi tutaj zarówno o otwieranie systemu, jak i o jego zamknięcie, a ściślej mówiąc – szczególnie o moment, kiedy kończymy pracę i zabawę. Dla przykładu, uruchomienie Androida trwa dwadzieścia kilka sekund. Natomiast jego zamykanie to kwestia zaledwie kilku sekund (mówimy o włączaniu z całkowitego wyłączenia, bo ze stanu uśpienia tablet wstaje w ułamku sekundy).

    Tych 10 punktów ma na celu ukazanie i zasygnalizowanie, co jest fajnego i wygodnego w tablecie. I dlaczego warto go mieć w swoim domowym arsenale.

  • Tablet w szkole

    Tablet w szkole

    Program pilotażowy “Cyfrowa szkoła”

    W tym to programie finansowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej dotację na zakup sprzętu multimedialnego mają dostać cztery szkoły podstawowe z województwa wielkopolskiego. Łączna suma zakupionych urządzeń to prawie tysiąc sztuk. Napisałem, że “mają dostać”, bo się okazało, że to nie takie proste. Trzeba najpierw ogłosić przetarg, a później wybrać najbardziej korzystną ofertę. A nie każdy to potrafi…

    Naiwność, czy niewiedza dyrektorów?

    Dyrektor jednej z czterech szkół podstawowych z Wielkopolski zakwalifikowanych do programu “Cyfrowa szkoła” oskarżył firmę, która zwyciężyła w przetargu o… próbę oszustwa. Co się wydarzyło?
    Otóż owa firma, która niby przedstawiła najlepszą ofertę na zakup 140 tabletów żądała o 400zł więcej, aniżeli cena tego modelu tabletu w markecie, czy na Allegro. Dyrektor ze złością unieważnił przetarg.
    Tylko pytanie, kto tutaj był winien? Przecież nikt nie kazał człowiekowi decyzyjnemu zawierać nieopłacalnej transakcji. W każdej sprawie, szczególnie dotyczącej tak sporej inwestycji wymagana była by choć odrobina orientacji w realiach. Czyli mówiąc w skrócie – warto było zajrzeć do Internetu i sprawdzić średnią cenę podanego tabletu.

    Nawet informatyk nie taki mądry

    Ciekawostką jest to, że dyrektorzy szkół mają przeważnie do dyspozycji przynajmniej jednego informatyka na etacie, a ponadto cały sztab nauczycieli, którzy przecież nie przylecieli dwa dni temu z Marsa. Pomimo tego – jak podaje prasa – żaden “doradca” w osobie informatyka, czy nauczyciela, w żadnej z czterech szkół, nie był w stanie przygotować choćby podstawowej specyfikacji tabletu, który miał być zamawiany dla szkoły. A czasu jest coraz mniej, bo projekt trzeba zrealizować do końca roku 2012 zgodnie z wytycznymi Ministerstwa.

    Świetna inicjatywa i słabe zaangażowanie

    Trzeba przyznać, iż w Polsce coraz lepiej się dzieje, jeśli chodzi o tak zwaną informatyzację placówek edukacyjnych. W zasadzie każda szkoła ma pracownię komputerową, a teraz jeszcze znalazły się pieniądze na zakup tabletów dla szkół. Szkoda tylko, iż dobre intencje Resortu nie idą w parze z kompetencją urzędników placówek edukacyjnych, którzy są odpowiedzialni za realizację projektów.
    Projekt “Cyfrowa szkoła” i jemu podobne, które podobno są w planach na lata kolejne, wydają się być doskonałym sposobem na rozładowanie koszmarnie ciężkich tornistrów dzieci w wieku 8-10 lat. Nie mówiąc już o tym, że korzystając z najnowszych technologii już od wczesnych lat, nasze społeczeństwo zbliża się standardami do Europy Zachodniej, czy USA. A to już nie byle co.

  • Tablet kontra laptop

    Tablet kontra laptop

    Inwazja tabletów?

    Dużo mówi się ostatnio o niesłychanej wręcz inwazji tabletów na rynek elektroniczny. I tak faktycznie jest. Tablet ze swoim dotykowym wyświetlaczem już stał się symbolem mobilności i wygody. Niektórzy fachowcy z branży przewidują nawet, że już wkrótce (może na przestrzeni dwóch najbliższych lat) tablet może znacznie przewyższyć w sprzedaży laptopa. Co za tym przemawia?

    Zalety laptopa i wady tabletu

    Spróbujmy zrobić takie krótkie porównanie, które pozwoli nam ujrzeć zasadnicze różnice pomiędzy tabletem a laptopem.

    • Wygodniejsza edycja dokumentów na laptopie – laptop dzięki swojej tradycyjnej klawiaturze ma tutaj przewagę nad tabletem, no chyba, że dokupimy do tabletu klawiaturę dołączaną; wówczas nieco poprawimy wygodę użytkowania, jednak nadal nie będzie to to samo, co w laptopie
    • Możliwość rozbudowy laptopa – laptop jesteśmy w stanie rozbudować w razie potrzeby; na przykład zwiększyć pamięć RAM, czy też nawet wymienić dysk twardy; czego niestety nie zrobimy w tablecie

    Zalety tabletu i wady laptopa

    Teraz odwróćmy sytuację i spójrzmy na przewagi tabletu w stosunku do notebooka.

    • niska cena tabletu – dobrej jakości tablet możemy obecnie kupić za około 1000 złotych; natomiast laptop będzie nas kosztował przynajmniej 50% więcej; oczywiście wszystko zależy od tego, jakiej klasy chcemy kupić dane urządzenie, bo gdy wybierzemy przyzwoity laptop za 2000 zł i tablet z górnej półki za 2700zł, to niższa cena będzie po stronie laptopa
    • wydajniejsza bateria w tablecie – najlepsze baterie (pojemność 8000 mAh i więcej) wytrzymują przy pełnym obciążeniu tabletu nawet do 10 godzin; w przypadku laptopa jest to najwyżej połowę tego czasu (choć bywają oczywiście wyjątki)
    • krótsze uruchamianie systemu w tablecie – system operacyjny tabletów “wstaje” ciągu 20-30 sekund, przynajmniej jeśli chodzi o Androida; ile startuje Windows obecny na znakomitej większość laptopów, chyba nie trzeba nikomu przypominać – przy dużej ilości programów zainstalowanych może to trwać nawet kilka minut. Dodatkowo, tablet budzi się z uśpienia w ułamku sekundy. Notebook już dłużej. Poza tym, tablet możesz bezkarnie usypiać przez wiele dni. A gdy laptopa pousypiasz przez tydzień czy dwa, to zacznie tak „mulić”, że restart systemu będzie niezbędny

    Nie są to oczywiście wszystkie wady i zalety obydwu urządzeń. Wyszczególniliśmy te, które według nas są ważne. Teoretycznie laptop nadal “trzyma się dzielnie” na komputerowym rynku. Niemniej jednak faktem jest, że coraz więcej użytkowników wybiera tablet, i ten trend powinien się już chyba tylko pogłębiać.

  • Znane marki tabletów taniej?

    Znane marki tabletów taniej?

    Niesłychana dynamika wzrostu sprzedaży

    O tym, że sprzedaż tabletów rośnie dynamicznie z tygodnia na tydzień, nie trzeba nikogo przekonywać . To po prostu widać, słychać i czuć. Specjaliści przewidują, ze już w roku 2014, jeśli taki trend się utrzyma – tablety wyprzedzą w sprzedaży notebooki.

    Sprzężenie zwrotne znanych marek?

    Znane marku, takie jak Samsung, Asus, czy Google już jakiś czas temu zorientowały się, iż największy rynkowy potencjał, jeśli chodzi o tablety, tkwi w tak zwanym segmencie „B”. Umowna granica cenowa to 1000 złotych. Właśnie w tym przedziale sprzedaje się obecnie najwięcej tabletów. Specjaliści określają te 1000 zł, jako swego rodzaju psychologiczną granicę zakupu. Ludziom bowiem o wiele łatwiej wyłożyć gotówkę rzędu 899 zł, aniżeli 1199zł.
    W związku z tym, tzw. A-brandy już zaczęły wypuszczać swoje tańsze modele. Przykładem może tu być tablet Galaxy Tab II 7 cali w cenie 870 zł, czy też produkt Google’a – Nexus 7 za 999zł, notabene produkowany przez Asusa. A to – jak przewidują fachowcy – dopiero początek. A-brandy chcąc więcej ugrać w segmencie B są w stanie sprzedawać taniej.

    Dwie strony barykady

    tablet poniżej 1000 zł

    Z jednej strony Klient będzie miał do wyboru sprzęt mniej znanych marek, jak Shiru Shogun, Adax, Kiano, Overmax z bardzo dobrymi parametrami technicznymi. Z drugiej zaś tablety znanych marek w zbliżonych cenach, z równie dobrymi, a może jeszcze lepszymi parametrami. Zapowiada się naprawdę ostra rywalizacja. I pytanie: czy mniej znane marki nie staną wówczas na straconej pozycji? Wcale tak nie musi być, tym bardziej, że ich pozycja cały czas rośnie. I stają się coraz bardziej popularne.

    Tablet na kryzys

    O tym, czy znane marki zagarną segment B tabletów przekonamy się już pewnie w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Pewne jest natomiast jedno – tablet może być receptą na kryzys. Przynajmniej jeśli chodzi o branżę komputerową. Ludzie mając mniej pieniędzy w kieszeni już szukają tańszych i niekoniecznie gorszych rozwiązań. Ich wybór coraz częściej pada na tablet. Czy tylko ze względu na cenę urządzenia konkurencyjną w stosunku do “dorosłych” komputerów? A może także to, że tablet z dołączaną klawiaturą jest już w zasadzie niemal „pełnowymiarowym” komputerem?

  • E-czytnik może więcej

    E-czytnik może więcej

    Przeglądanie Internetu na e-czytniku

    Najprostsze czytniki ebooków nie mają dostępu do Internetu (czyli Wi-Fi) i do dzisiaj wiele osób nastawionych wyłącznie na czytanie kupuje i używa czytników ebooków bez dostępu do Sieci. Jak to jednak zwykle bywa w przypadku nowo powstałych urządzeń elektronicznych – technologia idzie do przodu. A więc i czytniki zostały zaopatrzone w kolejne funkcjonalności, w tym przede wszystkim możliwość dostępu do Internetu.

    Od dłuższego czasu mamy więc czytniki z Internetem, ale…. I tutaj uwaga dla tych wszystkich , którzy pragną mieć e-czytnik z możliwością przeglądania stron www. Na czytniku nie będzie to tak komfortowe jak na komputerach, czy nawet tabletach. Po pierwsze dlatego, że e-papier ma dłuższy czas reakcji przy ładowaniu się stron. Drugi powód jest czysto logiczny: Jak tu oglądać Internet w pełnej krasie bez kolorów?

    Chcąc kupić czytnik musimy sobie z tego w pełni zdawać sprawę, że wszystko, co będziemy oglądać i przeglądać na czele z zasobami Internetu, będzie w odcieniach szarości. Nawet zdjęcia z wakacji, które wgramy na czytnik za pomocą karty micro SD, będą czarno-białe.

    Ważne elementy e-czytnika

    Co jeszcze jest ważne w czytniku ebooków? Na co warto, a nawet powinniśmy zwrócić uwagę przy jego zakupie?

    • odtwarzacz mp3 – dobrze, żeby czytnik miał wbudowany moduł audio; wówczas możemy wgrywać na niego audiobooki i muzykę, której można słuchać nawet podczas czytania książki;
    • bateria – w większości urządzeń wykorzystuje się baterię litowo – polimerową; dobrze, żeby miała pojemność powyżej 2000 mAh, co pozwoli nam na kilkadziesiąt godzin czytania, co się przelicza na około 8-10 tys. odświeżeń strony;
    • pamięć zewnętrzna – każdy czytnik powinien mieć możliwość rozszerzenia wbudowanej pamięci w postaci karty micro SD (z pojemnością nawet 32GB, w przyszłości nawet więcej).

    Nieco mniej istotnymi, aczkolwiek też przydatnymi aplikacjami są: zegar, kalkulator, kalendarz, czy gry (np. Sudoku).

    Czytać na ekranie, czy tradycyjnie?

    Od dość dawna na forach internetowych toczy się debata nad wyższością czytania na ekranie w stosunku do książek tradycyjnych. Zarówno jedna, jak i druga strona mają swoje argumenty.
    Za czytnikiem przemawia możliwość zastąpienia potężnej kilkusetkilogramowej szafy z książkami papierowymi leciutkim urządzeniem, gdzie te wszystkie książki „wpadną jak do studni”. Również tak bardzo nagłaśniane dzisiaj sprawy ekologii. Bo po co ścinać setki drzew, skoro można teraz czytanie przenieść na ekran urządzenia multimedialnego? I jeszcze trzecia dosyć istotna kwestia – ebooki są tańsze niż „normalne” książki (choć nie zawsze), a często są darmowe.
    Tradycjonaliści nigdy jednak nie wyrzekną się przyjemności wertowania fizycznych papierowych kartek. Książka tradycyjna ma swój nieodparty urok i niektórzy nigdy nie zamienią jej na e-czytnik.

    Czym różni się e-czytnik od tabletu, czyli co dla kogo?

    Ażeby odpowiedzieć na tytułowe pytanie, musimy zadać dwa pytania pomocnicze:

    1. Co kupić, tablet, czy e-czytnik?
    2. Do jakich celów potrzebujemy to urządzenie?

    Czytnik jest dla pasjonatów czytania książek, którzy chcą z niego korzystać przez wiele godzin, w każdym możliwym miejscu, w domu i w podróży. Nie męcząc przy tym oczu, bardziej niż podczas czytania tradycyjnego. Dla urozmaicenia ulubioną książkę możemy sobie też posłuchać za pomocą wbudowanego syntezatora mowy (jeśli go mamy).

    Z kolei tablet słabo nadaje się do czytania książek. Po pierwsze, kilkukrotnie szybciej wyczerpie się bateria. Po drugie, o wiele bardziej zmęczą nam się oczy.
    Z drugiej strony na tablecie możemy w pełni surfować po Internecie, bawić się grami, słuchać muzyki, oglądać filmy. Natomiast e-czytnik poza słuchaniem muzyki nie spełni pozostałych funkcji w ogóle, albo w bardzo ograniczonym zakresie.
    Znamy już podstawowe różnice pomiędzy tabletem, a czytnikiem. Załóżmy też, że nasza decyzja o zakupie padła jednak na czytnik e-booków. Ponieważ stwierdziliśmy, iż funkcje tabletu mamy już na swoim laptopie.

  • Eye tracking w wersji mobilnej? Tak!

    Eye tracking w wersji mobilnej? Tak!

    O co chodzi? Chodzi mianowicie o najnowszy prototyp tabletu firmy Fujitsu, który byłby sterowany wzrokiem. Tego jeszcze nie było na rynku. Inżynierowie Fujitsu ujawnili, w jaki sposób miałby w ogóle działać taki tablet. Otóż cała technologia śledzenia wzroku ludzkiego ma się opierać na specjalnych diodach emitujących światło podczerwone. Ponadto ekran tabletu jest zaopatrzony w kamery rejestrujące odbicia światła od naszych oczu. W rezultacie można precyzyjnie określić, w który punkt ekranu patrzymy w danym momencie.

    Co to znaczy “kliknąć okiem”?

    Teraz kwestia tego, w jaki sposób będziemy sterować ekranem, czyli jak kliknąć w żądany punkt? Dzieje się to w momencie, gdy zatrzymamy wzrok dłużej w jednym punkcie, np. na pasku przeglądarki internetowej. I wtedy otwieramy nową zakładkę. Jak napisałem powyżej dzięki diodom podczerwieni oraz kamerkom, na ekranie tabletu pojawia się plamka, która pokazuje nam, w który punkt ekranu w danym momencie patrzymy. Punkt odbity od naszej źrenicy.
    Jak można się domyślić, nie byłoby to takie proste przestawić się z klikania palcem na “klikanie wzrokiem”. Chyba każdy na początku miałby problem, żeby nie “biegać’ wzrokiem zbyt szybko po ekranie. Ale zaraz: czy chodzi o zwykłego konsumenta?

    eye-tracking na tabletach

    Tablet dla każdego

    Jak zapewniają władze Fujitsu, jeśli tablet tego typu wejdzie na rynek, będzie on przeznaczony dla odbiorcy masowego, a nie – jak już niektórzy myśleli – dla osób niepełnosprawnych. I w sumie całe szczęście, bo przecież tak zwane urządzenia dedykowane byłyby kilka, a może nawet kilkanaście razy droższe, jak to zwykle bywa. Tutaj ma być inaczej. Tablet nie byłby sprzętem specjalistycznym.

    Po co taki tablet?

    Powyższe doniesienia skłoniły mnie do niewielkich przemyśleń w kwestii:

    Po co nam tablet sterowany wzrokiem?

    To, że do tej pory prowadzono badania użyteczności stron internetowych za pomocą eye trackingu, to wszyscy rozumiemy. Ale do czego miałyby posłużyć tablety sterowane wzrokiem? Wydaje się, iż inżynierowie koncernu Fujitsu słusznie oceniają światowy trend, który pokazuje, iż urządzeń mobilnych używamy (chcemy używać) niemal wszędzie. A jeżeli wszędzie. to na przykład podczas jazdy samochodem. Wystarczy, że mając taki tablet położymy go na siedzeniu lub wczepimy w jakiś uchwyt i możemy wygodnie – bez odrywania rąk od kierownicy- sterować wzrokiem po wyświetlaczu.

    Inna sytuacja: jedziemy środkiem komunikacji miejskiej, gdzie jest tłoczno, i jedną ręką musimy się trzymać poręczy. Drugą ręką trzymamy tablet, a sterujemy wzrokiem.

    Trzecia sytuacja: malujemy mieszkanie, czy coś tam naprawiamy i mamy brudne ręce. Nie musimy ich myć co pięć sekund, tylko podchodzimy do biurka, odpalamy wzrokiem Internet i szukamy np. taniej farby do malowania, bo obecna się nam kończy.

    Zainteresowani tematem podaliby pewnie jeszcze kilka razy więcej przykładów zastosowania tabletu sterowanego wzrokiem.

  • Czytanie na ekranie, czyli rzecz o czytnikach ebooków

    Czytanie na ekranie, czyli rzecz o czytnikach ebooków

    Czym jest e-czytnik?

    Czytnik ebooków jest to urządzenie, którego wyświetlacz został oparty na technologii e-papieru. Podstawowym zastosowaniem e-czytnika jest czytanie ebooków, czy też przeglądanie plików tekstowych. Czytnik ebooków powinien posiadać również funkcję audio, czyli wszystko, co mamy na ekranie napisane, będzie nam odczytane przez specjalistyczny syntezator mowy. Tak ogólnie można w kilku zdaniach określić to, czym jest e-czytnik i do czego służy.

    Ekran readera

    Rozmiar ekranu czytników jest podobny jak w przypadku tabletów, poczynając od 6, czy nawet 5 cali, do 10 cali. I trzeba tutaj podkreślić, iż do najzwyklejszego czytania ebooków z powodzeniem wystarczy 6-calowy wyświetlacz. Poza tym, e-czytnik powinien być urządzeniem jak najbardziej mobilnym, a jeśli będzie mniejszy, to łatwiej go przenieść.

    Wiele osób zadaje pytanie: czy czytnik ebooków posiada kolorowy ekran? Otóż nie. Papier elektroniczny jest zbiorem cząsteczek, które wytwarzają tylko odcienie szarości, bez kolorów. Aktualnie w sprzedaży jest dostępny zakres od 4 do 16 odcieni szarości. Wszystko to, co posiada ekran kolorowy, nie jest już typowym czytnikiem, i o tym należy pamiętać.

    Na rynku dostępne są czytniki z ekranem tradycyjnym, jak i ekranem dotykowym z dostępną technologią multi touch. Tutaj trzeba uczciwie przyznać, iż możliwość sterowania palcem z poziomu wyświetlacza jest sporą wygodą i ułatwieniem. Szybciej możemy coś znaleźć w menu, czy też przewinąć stronę ebooka. Aczkolwiek znajdą się i tacy użytkownicy, którym w zupełności wystarczy tradycyjne sterowanie za pomocą przycisków na obudowie. “No bo po co ekran dotykowy do przewijania stron w ebooku?” – zapytają.

    System operacyjny czytnika ebooków

    Jeśli chodzi o system operacyjny, to e-czytniki nie mają jakichś specjalnych wymagań, jak na przykład tablety. Do chwili obecnej gro systemów zostało opartych na jądrze Linuxa, bądź też na autorskich systemach każdego producenta czytników. Po prostu zastosowania czytnika są stosunkowo proste, a więc i system nie musi być nad wyraz rozbudowany, aczkolwiek… Są producenci i firmy, które od swoich czytników wymagają więcej i wdrażają bardziej zaawansowane systemy. Przykładem może być amerykańska firma Barnes & Noble ze swoim czytnikiem ebooków Nook. Czytniki Nook obecnie korzystają z Androida w wersji Cupcake, Eclair, Froyo i Gingerbread. Są to jednak mocno zmodyfikowane systemy przez Barnes & Noble, bez dostępu do usług Google, w tym sklepu Google Play.
    Czytniki Nook mają się pojawić również z mobilną wersją systemu Windows, zmodyfikowaną na potrzeby marki Nook. Takie „objawienie rynkowe”, nazwijmy to, jest wynikiem współpracy firmy Barnes &Noble z Microsoftem.